Stoisz już na górze, na wysokości 90 metrów. Bramka otwarta, a Twoje palce od stóp wychylone są za platformę. Czujesz, że gdy tylko delikatnie przechylisz się w przód, to spadniesz, jak grom z jasnego nieba, dlatego mocno trzymasz się konstrukcji.

Paraliżujący strach, towarzyszące poczucie, że coś może pójść nie tak. Z tyłu słyszysz męski głos operatora..

“Będę liczyć do jednego i na hasło bungee, skaczesz!”

Wystawiasz dłonie przed liny. Zastanawiasz się, skakać czy zrezygnować. Strach przed śmiercią sięga istne apogeum.

“Trzy, dwa…”, uzmysławiasz sobie jak mało masz czasu na podjęcie decyzji “..jeden, bungee!”

W ciągu chwili postanawiasz zaryzykować wszystko.. wybijasz się w przód.

W tym momencie już wiesz, że jesteś w czarnej dupie i że nie ma odwrotu, postawiłeś wszystko na jedną kartę.

Czujesz jak pierwsza sekunda zatrzymuje się w miejscu. Oderwany od platformy, lecisz. Serce wali Ci, jak nigdy dotąd. Czas niespodziewanie idzie do przodu, strach mija, a w Twojej głowie wystrzela potężna dawka dopaminy.

Na skórze czujesz to całe powietrze, przez które przelatujesz, a z tyłu głowy słyszysz słowa Will’a Smith’a “God placed the best things in life on the other side of fear”.